Daj mi znać Lyrics: Kiedy masz gorszy czas, to daj mi znać (ayy, ayy) / W aucie nie ma dużo miejsca / Ale w sumie co to ma za znaczenie / Kiedy ja lubię cały dzień spać / Bo do tańca Nie patrząc na mnie trzymasz dłoń, Przeczuwam, czego możesz chcieć, Tym razem to - przypuszczam - Będą słowa te... Nie kochasz mnie... Nie kocham cię. Za dużo stało się - sam wiesz, Za wiele zapomniałam dni, Nieprzemyślanych słów i chwil Tak wiele jest. Ja to nie ty. Ty to nie my. Jak zatrzymany w biegu wiatr, Jak niebo wśród nocy bez gwiazd, Jak liść bez wody - tak ty Beze mnie nie znaczysz już nic. Sama dla siebie jesteś tym, Kim ja dla ciebie chciałem być, Znikąd donikąd wciąż przeganiasz moje sny Ja to nie ty. Ty to nie my. Ściskam w swej dłoni twoją dłoń, Pamiętam, jak budziła mnie I wieczorami kładła spać, A teraz cóż... Nie kochasz mnie... Nie kocham cię. Jak zatrzymany w biegu wiatr, Jak niebo wśród nocy bez gwiazd, Jak liść bez wody - tak ty Beze mnie nie znaczysz już nic. Być może jeszcze kiedyś odnajdziemy się... Wiesz co, chyba sam w to nie wierzysz... Jak zatrzymany w biegu wiatr, Jak niebo wśród nocy bez gwiazd, Jak liść bez wody - tak ty Beze mnie nie znaczysz już looking at me holding her hand,I sense what you want, This time it is - I suppose -There will be these words ... Do not you love me ... I do not love you. Too much happened - you know, Too many forgotten days, Ill-considered words and moments So much is. I was not you. You are not we. How to stop the run the wind, As the night sky without stars, Like a leaf out of water - so youWithout me, you do not mean nothing. By itself, you're the one What I wanted to be for you, From nowhere to nowhere still chases my dreams I was not you. You are not we. I shake his hand in your hand, I remember when I woke I placed an evening to sleep, And now, well ... Do not you love me ... I do not love to stop the run the wind, As the night sky without stars, Like a leaf out of water - so youWithout me, you do not mean nothing. Perhaps we ever find ourselves ...You know, I think he do not believe ...How to stop the run the wind, As the night sky without stars, Like a leaf out of water - so youWithout me, you do not mean nothing.

Jeden wielki sen mi daj Potem ładne zdjęcie Jeden wielki sen mi daj Potem tylko buzi Potem tylko buzi Przestań już marudzić . #miłość buzi kochanie. Close notes

Minięcie się z chłopakami ze sztabu. Samotny wjazd wyciągiem na samą górę. Zapięcie nart i przejście na belkę. Znak od trenera, że mogę zaczynać. Odepchnięcie się od niej i nabieranie prędkości. Odbicie się od progu w odpowiedniej chwili. Kilka sekund lotu. Lądowanie. Robiłem to tyle razy. Na dobrą sprawę nie wiem, co mogło się popsuć w tym schemacie, że... Upadłem. Jednakże... Diagnoza i tak była w tym wszystkim najgorsza. „Zerwane więzadła i uszkodzona łąkotka”. Znowu... To znowu wróciło. Operacja. I to natychmiastowa, bo najlepiej nie zwlekać. Znów to samo – przykucie do łózka, potem mozolna rehabilitacja... Może w tym sezonie jeszcze wrócę. Ta kontuzja lepszej pory sobie wybrać nie mogła. Losie, dlaczego sobie tak ze mnie kpisz? Przecież Maren... Może jednak wszystko chce mi pokazać, że jednak nie jest mi przeznaczona? Że tylko się zawiodę, a ta kontuzja ma mnie przed tym przestrzec? Pfe! Nic z tych rzeczy. Przy niej czuję się w pełni sobą, czuję, że w końcu żyję pełną parą... Po operacji i wybudzeniu się ujrzałem twarze swoich kolegów z kadry i trenera. Wyrzuciłem ich jak najszybciej się dało – jedynym wyrzutkiem pozostał Tande, który dziś na nerwy działał mi jeszcze bardziej niż zawsze. - Stary! Narty do góry - zaśmiał się, a ja spojrzałem na niego z pobłażaniem. Te jego beznadziejne żarciki... - Maren się nie martw, naprawdę. Jak nie Ty, to ja ją uprowadzę. Tylko muszę dorobić się garnituru, bowiem jak porywać, to z klasą! Zażenowany wzniosłem oczy w stronę sufitu. Jego poczucie humoru to coś...tak potwornie niezrozumiałego. Ja wiedziałem, że on jest inny, ale aż tak bardzo? - Dobra, ja lecę. Mam ważną misję do wykonania. Nawet się nie ruszaj! - oznajmił, niemal nie rzucając się na drzwi. - Spoko, nie mam zamiaru - mruknąłem z ironią, przymykając oczy. W końcu miałem mieć spokój... Chyba się zdrzemnąłem. Ewentualnie znalazłem się w takim letargu, że kompletnie się wyłączyłem i cały świat przestał dla mnie istnieć. Czy sen, czy wyłączenie... Mniejsza, było lepiej. Trochę odetchnąłem, wyciszyłem się... Aczkolwiek nadal nie było dobrze. Do Maren nie odzywałem się od porannego treningu, a były to już w sumie godziny wieczorne – przynajmniej tak mi mówił zegar, który wisiał na ścianie naprzeciw mnie. Może dobijała się do mnie przez te godziny? Bała się, jak ja o nią, kiedy przez dłuższy czas nie dawała znaku życia? Nie wiem... A chciałbym wiedzieć. Nie miałem możliwości, aby dać jej znać, że jeszcze żyję, ale trochę się uszkodziłem – mój telefon został w torbie treningowej, która jest nie wiadomo nawet gdzie. Pewnie chłopacy troskliwie się nią zajęli... Znów leżałem z zamkniętymi oczami. To takie relaksujące i odprężające, a w dodatku...teraz mogłem sobie na to pozwolić. Więc leżałem i próbowałem ułożyć treść wiadomości, w której przepraszam pannę Ristad za to, że się tyle nie odzywałem, kiedy drzwi od sali się otworzyły. Przecież wyganiałem wszystkich! Wcześniej prosiłem! Tak bardzo mają moje zdanie w poważaniu... - Wyjdź - rzuciłem cierpko do przybyłej osoby, która chyba mnie nie posłuchała. Upewniłem się tego w momencie, kiedy schwyciła moją dłoń w swoją drżącą. Była mniejsza... Kobieca. Maren... Powoli otworzyłem oczy – przecież nadal nie miałem stu procentowej pewności, że wybudziłem się z przedłużonej drzemki. Może podświadomość próbuje mnie zaślepić, czy co? Jednak nie. To ona. Najprawdziwsza ona. Przerażona... Poświęciła się dla mnie – rzuciła wszystko i przyleciała tu. Zależy jej... Aczkolwiek... Który geniusz jej o tym powiedział? Czyżby Tande, który... Tak, to sprawka Daniela. Jednak ma łeb na karku. - Spieprzyłem to wszystko... Na najbliższe dwa miesiące jestem skazany na to - jęknąłem, głową wskazując na gips, który miał chronić moją nogę przez najbliższe tygodnie. - Jak mamy uciec? Kobieta westchnęła ciężko, zajmując miejsce tuż obok mnie. - Teraz się tym przejmujesz, tak? - siliła się na spokojny ton, ale widziałem, że zaraz pęknie. Zdenerwowało ją to. - Wiesz, co przeżywałam, jak Daniel powiedział mi, że upadłeś na treningu? - Maren... - Bałam się o Ciebie, idioto - wyszeptała, nachylając się nade mną. Jej oczy nieprzerwanie trzymały kontakt z moimi... Bała się. Bała się o mnie. - Bałam się, bo mówiłeś, jak bardzo ten sport jest niebezpieczny, a Ty teraz chcesz się zamartwiać tym pieprzonym ślubem?! Musiałem załagodzić jakoś tę sytuację. Skoro mam uszkodzoną nogę, to muszę działać inaczej... Trochę się uniosłem, aby mieć ułatwiony dostęp do jej ust. Od razu się poddała i złagodniała, a jej dłonie oplotły się wkoło mojego karku. Pomimo tego wybuchu namiętności czułem, że coś w niej nadal siedzi. I to nie tylko złość, bo bagatelizuję coś tak ważnego jak zdrowie. Podobno kobiety są wszechwiedzące, ale... Nie wiedziała. Chyba nie docierało do niej to, jak bardzo ją kocham. - Bałam się, bo Cię kocham - powiedziała mi to w usta. Po tych słowach poczułem się... Boże, nie jestem w stanie określić tej euforycznej mieszanki we mnie. Przy czymś takim ścisk żołądka i serce walące jak dzwon się chowa, naprawdę. - Nie chciałam nawet myśleć o tym, że stało Ci się coś poważnego... Cofnęła się, gładząc mnie po policzkach. Jej oczy błyszczały, a wargi krzywiły się ku górze w delikatnym uśmiechu. To, że ją kocham jest za oczywiste. Już od samego początku naszej znajomości czułem coś więcej. Coś, przed czym się broniłem – przecież ona zdecydowała, że rozstanie będzie dla nas czymś o wiele lepszym. Oczywiście, że wtedy kłamała, potrzebuje mnie, tak samo, jak ja jej... - Maren... Też Cię kocham... Kocham, jak wariat - złapałem jedną z jej dłoni w swoją, podtykając sobie pod usta. na pewno każda z Was tak się szczerzyła, czytając ten rozdział XD ten uśmiech to miód na serce!🌸💜 w końcu oboje to przyznali, co nie? niby tacy dorośli, ale o uczuciach to żodyn godoć ni umie :v Ten jeden moment - WERSOW zobacz tekst, tłumaczenie piosenki, obejrzyj teledysk. Na odsłonie znajdują się słowa utworu - Ten jeden moment .
Archive 3 notes | 10 months ago 3 notes na-szczycie posted this
Daj mi tylko chwilę na złapanie oddechu i otrzepanie się z nawozu.: Just give me a sec to catch my breath and wipe off the manure.: More translations and examples : just give me a moment Może wczoraj tak nie było,ale dziś będzie tak Parę rzeczy kurz przykrył,parę wziął tu wiatr. Wczoraj nie wyglądało jeszcze na to tak,że Jutro będzie orajt ,dzisiaj daję radę sam. Nie poamgaj mi ,nie mów mi jak mam żyć, Wiesz ,bo próbuję dziś tu nie pić ,a ty dziś ---- mnie. Proszę Cię daj mi żyć tu,tak jak będę chciał , nie według czyiś szyfrów. Chwycić wiatr w żagle i polecieć nagle, gdziekolwiek ponad tą chorą taflę. Fałszu ,tanich głupot i wadliwego ego, w marszu słyszysz tupot ,to my gdzieś daleko. Od tego wszystkiego według własnego planu, muszę być lwem,ale z dala od baranów. Muszę dawać radę,muszę ją dać wiem, świecić przykładem puszczać ją w świat też.. Refren: Zbyt wiele razy ufałaś mi na darmo, Zbyt wiele słów nie usłyszałaś,aż do dziś. Zbyt często prosiłaś bym się ogarnął, Nie pomagaj mi sam muszę iść. x2 R-Ice: Wyszedłem z domu, chociaż byłem sam ,miałem plan Powietrze było rześkie,pod skrzydłami miałem wiatr. Wiatr unosił mnie nad ziemię blask na twarzy to promienie, Tak wygląda to wszystko,kiedy posiadasz marzenia. Nie pomagaj mi,jeśli sam w to nie wierzysz, Cele są piękne,póki w ziemię nie uderzysz. Nie próbuję się zmieniać gdy patrzę na resztę, Raczej piję wódkę z nią odchodzę często w bezkres. I chyba się zmieniam pod ciężarem doświadczenia, Kiedy znów stawiam krok na mieliźnie przeznaczenia. Nie znasz mnie mówisz o mnie ale gdzie tu widać sens, Skoro częściej widzę ból niż poezji śmiech. Kiedy łza kapała z rzęs,to pomocy brakowało, Może tym się nie dzieliłem,może mi nie wypadało. Dziś pokładam nadzieję w rzecz najbardzie mi bliską, Kiedy odejdzie wszystko zostanie mi Hip-Hop.. Refren: Zbyt wiele razy ufałaś mi na darmo, Zbyt wiele słów nie usłyszałaś,aż do dziś. Zbyt często prosiłaś bym się ogarnął, Nie pomagaj mi sam muszę iść. x2 Tmk aka Piekielny: Znasz mnie lepiej niż ja sam wystarczy jedno spojrzenie, Kilka słów i mój strach,gdy brak mi wiary w siebie. Nie ma szans bym się zmienił dziś, Nie ma nas trzeba chlać,choćbym nie był w stanie iść. Wolałbym być ułożonym gościem, wtedy wszystko w życiu przychodziłoby mi prościej. Miałbym siłę i mierzyłbym wysoko, I nie stawałbym na moście,myśląc jak tam głeboko. Kurwa stop, czas z tym skończyć do chuja, Chwycić za broń,życie strasznie znieczula. W wódce topimy uraz jeszcze możemy być wolni, Sukces rodzi się w bólach,czas się na nie uodpornić. Nie pomagaj mi,nie patrz mi w oczy, Świat mnie złamał dziś,nie umiem przyjąć pomocy. Nie umiem iść ku światu,razi mnie zbytnio, Boże zabierz mi wszystko zostaw tylko Hip-Hop. Refren: Zbyt wiele razy ufałaś mi na darmo, Zbyt wiele słów nie usłyszałaś,aż do dziś. Zbyt często prosiłaś bym się ogarnął, Nie pomagaj mi sam muszę iść. x2 I żeby ktoś głaskał po brzuszku i miział za uchem 🐾 Tylko jeden dzień! ⏰ Tyle mi do szczęścia potrzeba. 🆘️Uwaga!!! 🆘️ Tropimy Dom pomoże w utrzymanie Alexa w domu (zwrot pieniedzy za jedzenie i opiekę weterynaryjną). Szukamy tylko miejsca, gdzie będzie kochany i zaopiekowany. [Refren: maszaitsme]Na moim boisku szkolnym i bez pieniędzyGapiłem się wtedy wolny na księżycGdyby tamten ja mógł temu wysłać faksNa moim boisku szkolnym i bez pieniędzyGapiłem się wtedy wolny na księżycGdyby tamten ja mógł temu wysłać faksMógł temu wysłać faks[Zwrotka 1: Quebonafide]Albo list jak Flexxip, dać mu parę lekcjiLekcji ze zdziwienia, bo ten skurwiel teraz nie zna nic prócz presjiLeki NDRI, ciągi zmian percepcjiPocałunki śmierci, nie odróżniam życia już od gry PlayStationTo zaczyna męczyć, gdy zamykam oczyWidzę Meksyk, potem moją twarz, jak krwawiBlok z Aleksy, walizki pieniędzy, stary magnetowid, kobiety i zdradyUśmiechniętych kumpli, kiedy wybiegamy na boisko w sześciuNagle całość znika, a te iskry dzisiaj będzie ciężko wskrzesić jak ognisko w deszczu, yo[Refren: maszaitsme]Na moim boisku szkolnym i bez pieniędzyGapiłem się wtedy wolny na księżycGdyby tamten ja mógł temu wysłać faksMógł temu wysłać faksNa moim boisku szkolnym i bez pieniędzyGapiłem się wtedy wolny na księżycGdyby tamten ja mógł temu wysłać faksMógł temu wysłać faks[Zwrotka 2: Quebonafide]Zapytać, jak z pustym portfelem ma kupić łańcuszek ze srebraJak to jest się budzić przy ciele jednej z tych modelek, której widać żebraPowiedzieć, jak czas mu odfruwa, przypomnieć, że choć częściej lataTo kiedyś żebrał na FlixBusa, a nie szukał haju w każdym kraju świataPokazać tę drogę przez ciernie, ulice, gdzie wszystko jest szareTo bagno, przez które przeszedłem, żeby wziąć do ręki ten jebany diamentNa koniec podkreślić, że to dobra pora, by skończyć to z szumemBo był tylko jeden kierunek i mogę czuć dumę, bo żyłem jak umiem, Que[Refren: maszaitsme]Na moim boisku szkolnym i bez pieniędzyGapiłem się wtedy wolny na księżycGdyby tamten ja mógł temu wysłać faksMógł temu wysłać faksNa moim boisku szkolnym i bez pieniędzyGapiłem się wtedy wolny na księżycGdyby tamten ja mógł temu wysłać faksMógł temu wysłać faks[Zwrotka 3: Quebonafide]A gdyby ten ja mógł tamtemu wysłać faksOpowiedziałbym o wszystkim, czego dziś mi brakNie wszystkie perspektywy, które widzisz, musisz braćI gdybym mógł, to bym zaczął tak:Wytłumaczył mu, że czasem nawet nieświadomieRobił krzywdę i że krzywda miewa różną formęŻe ludzie koło mnie mogą być interesowni jak skurwysynKtóry okradł mnie przy elektrowniWytłumaczyłbym, że kompleks się nie bierze znikądI że ciężko się go pozbyć, słysząc tylko chichotI że miłość to jest chemia, którą kończysz bliznąMiędzy ludźmi, nie tylko kobietą, mężczyznąŻe Ci ludzie w małym mieście, którzy chcą, bym upadłTo jest tylko płytka zawiść i to łatwa sztukaSię z nią godzić, nic nie robić, tak jest łatwiejZrzucić ją na ojca, matkę albo trudny start, ejNie chcę tego gówna za nic, gdy wychowam dzieckoBędę starał się odgrodzić, bracie, grubą kreskąPewnie czasem ta wrażliwość to moje kalectwoNastępstwo między manią a depresjąWeź mi nie projektuj życiaCo pogadasz, to pogadaszJak chcesz, żebym Cię usłyszałWysuń głowę poza szlaban, yo . 216 182 773 630 386 472 715 512

daj mi tylko jeden moment ulub